global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
Nauka

Trzy procenty, trzy problemy. Dlaczego więcej pieniędzy nie uratuje polskiej nauki

Polska nauka woła o trzy procent PKB. Słusznie. Ale jeśli pieniądze trafią do systemu chorego, rozproszonego i niezdolnego do rozliczania jakości, nie będą inwestycją, lecz kroplówką dla pacjenta, który od lat odmawia diagnozy. Nie uratują systemu, tylko go zakonserwują – karmiąc gronostaje, złogi i święty spokój. Polska nauka potrzebuje nie tylko pieniędzy. Potrzebuje pieniędzy i reformacji.

Andrzej Dybczyński
Opinia autorstwa: Andrzej Dybczyński
26.05.2026
12 min
Wzrost nakładów na naukę bez reformy systemu jedynie zakonserwuje ten system. Sprawi, że upadek systemu – jeden z najsilniejszych bodźców do każdej reformy – przestanie być motywacją. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Wzrost nakładów na naukę do 3 proc. PKB to postulat bezdyskusyjny.

Udział 27 maja w proteście przeciw niedofinansowaniu nauki to obowiązek każdego, dla kogo przyszłość naszego państwa – a nie tylko nauki – jest ważna.

A teraz do rzeczy.

Kim jesteśmy?

Powtarzam do znudzenia, że wzrost nakładów na naukę powinien następować równolegle do głębokiej reformy systemu polskiej nauki. Uważam, że system ten jest nieefektywny, patologiczny i skorumpowany – nie w sensie finansowym, lecz w sensie znacznie gorszym – intelektualnym.

REKLAMA
feuilleton/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Fakt, że najlepsza polska uczelnia zajmuje miejsce w piątej setce światowego rankingu, a w pierwszym tysiącu ląduje jeszcze tylko sześć polskich szkół wyższych, najlepiej obrazuje stan systemu nauki polskiej. Siedem uczelni wśród tysiąca. To wszystko, na co stać 37-milionowy kraj w środku Europy. Wiecie Państwo, jakie jeszcze kraje odnotowują taki właśnie wynik? Portugalia. Irlandia. Belgia. Nowa Zelandia. Też mają po siedem. I nawet mają tyle samo mieszkańców, co Polska. Wszystkie razem.

Ale nie martwcie się. Taki Egipt ma na przykład jeszcze mniej. Sześć uczelni w pierwszym tysiącu. Iran też. I maleńka Dania. A Czechy tylko 5. No, ale przecież nikt poważny nie będzie porównywał wielkiej polskiej nauki z jakimś tam zbombardowanym Iranem. My mieliśmy Marię Skłodowską! Mniej więcej wtedy, gdy w Iranie kończyła się dynastia Kadżarów i do kraju przywieziono pierwszy patefon, no ale mieliśmy!

REKLAMA
feuilleton/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Żeby obraz był jeszcze bardziej bolesny, to proszę zadać sobie inne pytanie – na którym miejscu jest Polska nie w jakości, ale w liczbie szkół wyższych? Ano jesteśmy w ścisłej europejskiej czołówce. Mamy około 352-401 szkół wyższych. Gdy pisałem ten tekst, aż mi ciężko było zliczyć, więc wolę napisać – około. Czy to dużo? Podobnie mają tylko Niemcy – 399. Wielka Brytania – 246. Francja – 156. Włochy – 210. Hiszpania – 89. Moim zdaniem gronostaj europejski (Mustela erminea) jest pod ochroną, bo został wytrzebiony na pelerynki dla polskich rektorów.

Czytaj też: 83 mln zł i utrata zdolności badawczej. NIK o aferze wokół IDEAS NCBR

Chcecie jeszcze kilka liczb? Proszę bardzo. Granty European Research Council – uznawane za najbardziej prestiżowe w Europie. Zdobycie takiego grantu przez polskiego naukowca jest na tyle rzadkie, że staje się powodem do dumy nie tylko dla naukowca – co zrozumiałe – ale również dla jednostki, w której on pracuje. Chwalą się tym gdzie tylko mogą – nawet największe polskie uniwersytety. Tymczasem spójrzmy nie na to, ilu polskich naukowców takie granty zdobywa (szczerze gratuluję), tylko ilu zdobywa je w polskich jednostkach na tle puli, która jest do zdobycia?

Proszę bardzo. Physical Sciences and Engineering – w 2025 roku naukowcy z polskich uczelni zdobyli 9 grantów. Na 456 przyznanych. Social Sciences and Humanities – 4 granty. Na 339 przyznanych. Life Sciences – 1 grant. Na 313 przyznanych. Proof of Concept – 1 na 300 przyznanych. Granty ERC Synergy – 0 na 66 przyznanych. Razem 15 grantów na 1474 przyznane. 1,02 proc.

REKLAMA
feuilleton/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Moim zdaniem za mało się jeszcze cieszycie tymi grantami ERC. Każdy z nich jest rzadszy niż rektor wywalający nieroba z polskiej uczelni. Powinniśmy malować obrazy zdobywców i wieszać nad portretami rektorów. Miejsca na pewno wystarczy, na 100 lat do przodu.

Konkluzja: nasz system nauki – jako system – to w większości chłam. Paździerz. Berło, lupa i kamieni kupa. Tak po prostu. Mnóstwo niskiej jakości uczelni i instytutów, udających uprawianie nauki na światowym poziomie – a inna się nie liczy. Mnóstwo pseudonaukowców, którzy udają uprawianie nauki, bo wśród ślepców jednooki jest królem.

Sieć Łukasiewicz. Jak polityka zniszczyła największą organizację naukową w Polsce

Kulasek (nie)zarządza złomowiskiem, a jego zespoły ekspertów produkują kolejne brednie o feminatywach i komercjalizacji. Przestańcie się w końcu śmiać z wpadek Wieczorka i gaf Kulaska, bo sami z siebie się śmiejecie. Jaki system, taki minister. Co, prawda boli? Wiem, że boli. Niech boli. Mnie ta prawda boli tak samo, jak was. Ale nie zamykam na nią oczu i mówię o niej głośno, pod własnym nazwiskiem. Nawet jeśli najbardziej nienawidzi się właśnie tych, którzy mówią prawdę.

Podstawą każdej strategii jest rzetelna diagnoza. Jeśli organizm gnije, to polewanie go perfumami i zasłanianie kolorowym jedwabiem nie uleczy choroby. Doskonałość w polskiej nauce jest wyjątkiem, a naukowcom, politykom i społeczeństwu służy jako tabletka znieczulająca.

REKLAMA
feuilleton/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Każde nazwisko i osiągnięcie wybitnego polskiego naukowca są jak jedwab, którego maleńkimi skrawkami próbujemy przykryć gnijące ciało. I to jest punkt, z którego każda rozmowa o polskiej nauce powinna się zaczynać. Możecie protestować, możecie mnie odsądzać od czci i wiary, możecie zakrzykiwać na każdym spotkaniu, portalu czy konferencji. Ale rzeczywistości nie zakrzyczycie – możecie co najwyżej zamykać na nią oczy. A król i tak jest nagi.

I to z tej perspektywy trzeba spojrzeć na domaganie się przez polskie środowisko naukowe niemal trzykrotnego wzrostu na naukę – co z serca i rozumu popieram. Jak pisałem wielokrotnie – jest to konieczne, ale nie przyniesie żadnego efektu, jeśli nie będzie temu towarzyszyła reforma systemu polskiej nauki. Jeśli wywalczymy wspólnie te trzy procent, a nie zrobimy nic więcej, to wygenerujemy trzy nowe problemy. I każdy, kto tych pieniędzy się domaga oraz każdy, kto je przyzna, musi być tych problemów świadomy.

REKLAMA
feuilleton/x06Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Trzy problemy

Po pierwsze, wzrost nakładów na naukę bez reformy systemu jedynie zakonserwuje ten system. Sprawi, że upadek systemu – jeden z najsilniejszych bodźców do każdej reformy – przestanie być motywacją. System dostanie nie tylko kroplówkę, ale potężnego tłustego kotleta, więc niby dlaczego funkcjonujący w tym systemie ludzie – od młodego doktoranta po gronostajnego rektora – mieliby cokolwiek zmieniać?

Pieniądze się znalazły. Potrzeby są zaspokojone. Dziury zasypane, pożary ugaszone. Kisimy się w sosie własnym dalej, a kolejny spadek liczby polskich uczelni w światowych rankingach – z 11 w roku 2022, przez 9 w 2023, 8 w 2024 do 7 w roku 2025 tłumaczymy jak zawsze – błędną metodologią rankingów. Dominacją innego modelu nauki. Ujemną wartością dodatnich spadków faktorów bibliometrycznych w metasystemie ewaluacji. Sracji, a nie ewaluacji. Nauka to nauka. Dobra broni się zawsze.

Problem drugi. Brak reformy sprawi, że trzykrotny wzrost nakładów na naukę będzie niemożliwy do racjonalnego skonsumowania przez system. Z największym szacunkiem i uznaniem dla organizatorów protestu 27 maja, do którego dołączę, i dla wielu innych naukowców wypowiadających się o konieczności wzrostu nakładów – nigdy nie zarządzali oni finansami jednostki naukowej.

REKLAMA
feuilleton/x07Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Suwerenność technologiczna? Polska nie ma na to pieniędzy ani czasu

Nie wiedzą, jak konstruuje się jej budżet, jak wyglądają przepływy finansowe, czym jest prewspółczynnik VAT w projektach badań podstawowych i aplikacyjnych, jak go ustawiać i jak go rozliczać – i nie wiedzą o finansach nauki mnóstwa innych rzeczy. I dobrze, że nie wiedzą – nie są od tego. Mają robić świetną naukę i często robią. Ale o zarządzaniu finansami jednostek naukowych po prostu nie mają pojęcia. A zrealizowanie kilku grantów o wartości paru-parunastu milionów złotych to naprawdę coś innego, niż zarządzanie budżetem jednostki naukowej w wysokości 200 milionów czy 2 miliardów złotych.

Więc proszę sobie wyobrazić, że dyrektor instytutu naukowego lub rektor uczelni nagle dostaje dwu- lub trzykrotnie zwiększoną subwencję. Comiesięczny przelew razy trzy. Jasne, część wyda na podwyżki płac. Koszt stały, absorpcja wysoka i błyskawiczna, dużo pracy HR i robota załatwiona – jeśli nie zablokują jej związki zawodowe.

W pierwszych dwóch tygodniach wszyscy są przeszczęśliwi. Ale czy zdajecie sobie państwo sprawę, ile czasu trwa przygotowanie remontu infrastruktury – budynku czy laboratorium? Ile czasu trwa opracowanie projektu, uzyskanie pozwolenia, wyłonienie wykonawcy i realizacja inwestycji remontowej czy budowlanej? Wiecie, ile czasu trwa przetarg na mikroskop za 15 milionów i ile razy trzeba go czasem powtarzać? Wiecie, ile czasu trwa przygotowanie wartościowej propozycji grantowej, a następnie jej ocena, kontraktacja, uruchomienie środków i ich wydatkowanie?

REKLAMA
feuilleton/x08Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Wniosek jest jeden – wzrost nakładów na naukę musi przebiegać według precyzyjnie opracowanego planu. Kiedy, ile i na co. Inaczej te pieniądze zatkają system, a oprócz tego wygenerują lawinowy wzrost błędów, marnotrawstwa i niekiedy – korupcji. A dzisiaj takiego planu po prostu nie ma. Jest tylko krzyk – do którego 27 maja dołączę – chcemy trzy razy więcej!

Tymczasem w mojej ocenie tylko trzy potrzeby wymagają bezwzględnego uruchomienia bez oglądania się na nic. Pierwsza, to natychmiastowy trzykrotny wzrost finansowania NCN. Projekty są złożone i ocenione. Listy rankingowe opracowane. Naukowcy stoją w blokach. Jest zdolność absorpcji środków – więc trzeba uruchamiać jak najszybciej.

Potrzeba druga, to ustalenie płacy minimalnej w polskiej nauce i sfinansowanie wzrostów. Przedstawiłem już propozycję, by minimalna płaca polskiego naukowca wynosiła tyle, co ustalane przez GUS średnie wynagrodzenie w przemyśle. Zaproponowałem też odwrócenie drabinki wynagrodzeń – to najniższa płaca w systemie powinna być punktem odniesienia, a nie najwyższa, profesorska.

Najważniejszym celem tego działania powinien być początek zamykania luki pokoleniowej w polskiej nauce. Ta luka się nie otwiera. Ona jest już dawno otwarta i zieje grozą. Trzeba natychmiast przyciągnąć do systemu polskiej nauki młodych, utalentowanych ludzi. Na rozwiązywanie problemu „Tomków”, o którym już pisałem, leniwych złogów i cwaniaków zadekowanych po całym systemie, czas przyjdzie po ugaszeniu pożaru.

REKLAMA
feuilleton/x09Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Potrzeba trzecia, to strategiczne programy badawcze w kluczowych dla bezpieczeństwa i rozwoju państwa dziedzinach. W innym miejscu zaproponowałem siedem takich obszarów, między innymi technologie cyfrowe, energetyka, biotechnologia, kwanty. Rozpocząć od finansowania na poziomie 1 miliarda co roku dla każdego programu, a następnie szybki wzrost wraz z postępującą absorpcją środków przez system. Musimy gonić nasze bezpieczeństwo, bo z bantustanu politycznego staniemy się jeszcze skansenem technologicznym. A biali i żółci ludzie zza tej czy innej wielkiej wody będą nam sprzedawali pudełka, których działania nie będziemy nawet rozumieli. Ale będą fajnie grały.

Kim chcemy być?

I wreszcie problem trzeci, jaki wygeneruje wzrost nakładów na naukę bez towarzyszącej temu reformy systemu. I my wszyscy, którzy domagamy się tych 3 procent, powinniśmy jasno zdać sobie sprawę z tego problemu, bo dotyczy nas osobiście. W naszym państwie jest wiele obszarów, które wymagają dofinansowania. Jest służba zdrowia, jest energetyka, jest edukacja, jest mieszkalnictwo. Wiecie, kim się staniemy, jeśli wywalczymy te 3 proc., ale nie zreformujemy systemu, tylko go dzięki tym pieniądzom zakonserwujemy?

Staniemy się tylko kolejnym lobby. Niczym więcej. Nie elitą tego społeczeństwa, elitą w najlepszym sensie tego słowa, która dba o państwo, o jego rozwój i o jego przyszłość. Staniemy się takim samym cwaniackim lobby, jak wiele innych. Staniemy się górnikami palącymi opony i rzucającymi śrubami w okna rządowych budynków, bo ceny węgla akurat spadły.

Staniemy się krawaciarzami od gier hazardowych, zdolnymi do przekupienia każdego polityka. Staniemy się lekarzami zarabiającymi miesięcznie po 100 tysięcy złotych i prowadzącymi prywatne gabinety w publicznych szpitalach, ale krzyczącymi ciągle więcej i więcej. Pytanie, czy to jest nasz cel? Czy to jest miara naszych ambicji? Bo moich na pewno nie.

REKLAMA
feuilleton/x10Maksymalny rozmiar: 728px/90px

System jest chory, system wymaga gruntownej zmiany, system wymaga nie reformy, lecz reformacji. Bez tego te 3 proc. pójdzie w błoto, a my oszukamy społeczeństwo.

I żeby nikt nie miał wątpliwości:

Wzrost nakładów na naukę do 3 proc. PKB to postulat bezdyskusyjny.

Udział 27 maja w proteście przeciw niedofinansowaniu nauki to obowiązek każdego, dla kogo przyszłość naszego państwa – a nie tylko nauki – jest ważna.

Źródło: Zero.pl
Andrzej Dybczyński
Andrzej DybczyńskiDoktor nauk humanistycznych, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz – autor zewnętrzny
REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px