global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
Zdrowie

„Jo nie chcioła, jo nie wiedzioła”, czyli była prezes Szpitala Południowego przerwała milczenie

Anna Łukasik, była polityk, która kierowała Szpitalem Południowym w czasie trwania największych patologii, udzieliła wywiadu. W skrócie: przez rok i trzy miesiące o niemal niczym, co działo się w lecznicy nie wiedziała. A jak nawet o czymś się dowiedziała, to nie była w stanie temu przeciwdziałać.

Patryk Słowik
Opinia autorstwa: Patryk Słowik
04.08.2026
5 min
Anna Łukasik, była dyrektor Szpitala Południowego, udzieliła wywiadu. Wskazuje, że niemal o niczym, co działo się w lecznicy, nie wiedziała. (fot. Adam Burakowski/Eastnews/Shutterstock)

Wywiad ukazał się w Onecie, który od początku tzw. afery szpitalnej zachowuje się bardzo dobrze i ujawnił część nieprawidłowości. Z Anną Łukasik rozmawiał Andrzej Stankiewicz. I jest to dobra rozmowa. Jednocześnie była prezes Szpitala Południowego (a także byłą wiceminister zdrowia, bo Łukasik była zastępczynią Bartosza Arłukowicza, jeszcze w czasach rządów PO-PSL) wypada w rozmowie wyjątkowo kiepsko.

Dyrektor zastraszana przez polityków

– Pierwszego dnia pracy Dawid Kacprzyk powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart. Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza – stwierdza Anna Łukasik.

Z kolei Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii stołecznej lecznicy, przyprowadził kiedyś do jej gabinetu – jak twierdzi Łukasik – wiceminister zdrowia Katarzynę Kacperczyk.
Była prezes chciała chyba pokazać, jak nieprzyzwoitymi ludźmi są Kacprzyk i Jędrzejewski. Pokazała jednak równocześnie, jak bardzo nie nadawała się na prezes dużego szpitala.

Łukasik mówi bowiem w praktyce, że lekarze ją zastraszali swoimi znajomościami z politykami. I ona dała się zastraszać. Przykładowo ten „Kacprzyk od Trzaskowskiego” niezgodnie z jakimikolwiek zasadami otrzymał od poprzedniego dyrektora własne pomieszczenie „socjalne” na terenie szpitala, które nie powinno mu w żadnym razie przysługiwać.

REKLAMA
feuilleton/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Co zrobiła z tym Łukasik? Nic. Pomieszczenia nie odebrała, Kacprzyk szarogęsił się w szpitalu.

Tajemnicze prosektorium

Niesamowity jest wątek prosektorium w Szpitalu Południowym. Przypomnijmy: Zero.pl ujawniło, że dochodziło w nim do polecania usług pogrzebowych konkretnego zakładu. A gdy rodzina zmarłego nie chciała z propozycji skorzystać, była źle traktowana.

Co więcej, firma szefa prosektorium umieszczała w mediach społecznościowych drastyczne zdjęcia zmarłych, w tym niektóre wykonane najprawdopodobniej w Szpitalu Południowym.
Z kolei Onet wskazał, że w prosektorium jego szef wprowadził nawet cennik dodatkowych usług, jak przygotowanie ciała (co nigdy, przenigdy nie powinno odbywać się w prosektorium).

REKLAMA
feuilleton/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Łukasik, jak przyznaje, niemal o niczym nie wiedziała. Była dyrektorem szpitala przecież „tylko” od kwietnia 2025 r.

Postanowiła złożyć zawiadomienie na szefa prosektorium do prokuratury za wrzucanie zdjęć pacjentów do internetu oraz w związku z nagrywaniem innych osób w prosektorium. Śledczy jednak nie dopatrzyli się w tym przestępstw.

Co więc zrobiła prezes Łukasik? Nic. Bo Artur Habowski, szef prosektorium, pracował na etacie i urodziło mu się dziecko.

Okazuje się więc, że pracownika zwolnić nie można, dopóki nie okaże się przestępcą. Tak przynajmniej twierdzi osoba, która zarządzała dużym publicznym szpitalem. Zarazem w ogóle nie tłumaczy, jak to w ogóle możliwe, że rodziny zmarłych odbierali karty zgonów w prosektorium, a nie w sekretariacie medycznym. Tego pani prezes też nie zauważyła?

To nie ona, to inni

Z całej wypowiedzi Anny Łukasik przebija się zdanie: „to nie ja”. Nie miała żadnego związku z tajemniczą śmiercią i źle przeprowadzoną sekcją zwłok pacjenta (słynne już nagranie, w którym padają komendy typu „trzeba zrobić, żeby syfu nie było”), który leżał martwy przez cztery godziny w toalecie. Była wtedy na urlopie.

Nie miała pojęcia o tym, że Dawid Kacprzyk oszukiwał na dyżurach. Odpowiadała za to dyrektor medyczna.

REKLAMA
feuilleton/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Nie wnikała w konflikt między Dawidem Kacprzykiem i Emilem Jędrzejewskim. To też dyrektor medyczna.

Patologia w prosektorium? Za to też odpowiadała dyrektor medyczna.

W całej rozmowie ciężko znaleźć jakikolwiek obszar funkcjonowania szpitala, za który odpowiadała prezes zarządu szpitala. Okazuje się, że – jak wynika z jej słów – że za nadzór nad dyrektor medyczną, czyli swoją najbliższą współpracowniczką, też najwidoczniej nie odpowiadała.

Strachliwa pani dyrektor

Jednocześnie słowa Anny Łukasik należy potraktować poważnie – w tej części, w której mówi o związkach lekarzy z politykami. Łukasik, bądź co bądź osoba związana z Koalicją Obywatelską, mówi wprost, że Dawid Kacprzyk utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską (podała się do dymisji wskutek serii publikacji Zero.pl, Rafał Trzaskowski dymisję przyjął).

Czytaj: To ona rządziła Warszawą. Kogo poświęcił Trzaskowski?

Łukasik wskazuje, że obecna wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk przyszła niezapowiedziana do jej gabinetu i mówiła, że zna Emila Jędrzejewskiego od dzieciństwa – co miało zbudować pozycję chirurga jako osoby umocowanej politycznie.

Jeśli faktycznie tak było, do dymisji Kacperczyk powinno dojść jeszcze dzisiaj. Wiceministrowie zdrowia nie są od zastraszania dyrektorów szpitali.

REKLAMA
feuilleton/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Ale też Anna Łukasik tych wszystkich patologii nie zgłosiła. Od dyrektora publicznego szpitala, któremu jako podatnicy płacimy kilkadziesiąt tys. zł miesięcznie, można by oczekiwać większej odwagi i chęci działania.

REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px