global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
REKLAMA
article/x01Maksymalny rozmiar: 1280px/180px

Dyskusja wokół sprawy rzeczniczki praw dziecka. „Teraz niektórzy będą bali się reagować”

Dyskusja wokół sprawy rzeczniczki praw dziecka. „Teraz niektórzy będą bali się reagować”
(fot. Kanał Zero)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

– Nie chodzi o to, żeby nie reagować w takiej sytuacji, tylko o to, żeby reagować w sposób proporcjonalny – powiedział w sobotę w Kanale Zero Piotr Muller z Rozwoju Plus. Stowarzyszenie domaga się odwołania rzeczniczki praw dziecka. – Próbujecie tę sprawę wykorzystywać politycznie – stwierdził poseł KO Adrian Witczak, zwracając się do opozycji.

  • Sierpniowa interwencja rzeczniczki praw dziecka Moniki Hornej-Cieślak doprowadziła do czasowego odebrania dwojga małych dzieci rodzicom, mimo że sąd później nakazał ich natychmiastowy powrót i skrytykował skalę ingerencji instytucji.
  • Sprawa opisana przez Zero.pl wywołała falę reakcji politycznych – opozycja domaga się odwołania rzeczniczki.
  • O tym temacie dyskutowali także goście Tygodnika Politycznego w Kanale Zero.

– O czym my tutaj dzisiaj dyskutujemy? O proporcjonalności działań – powiedział Piotr Muller ze stowarzyszenia Rozwój Plus.

– Nie chodzi o to, żeby nie reagować w takiej sytuacji, tylko chodzi o to, żeby reagować w sposób proporcjonalny. W demokratycznym państwie, gdzie instytucje mają określone kompetencje, czasami siłowe uprawnienia muszą być używane w sposób rozsądny. Nie może być w każdej sytuacji użycia narzędzia, które jest od razu najmocniejsze – kontynuował.

Horna-Cieślak pod lupą prokuratury. Jest oficjalny komunikat

REKLAMA
article/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Jak stwierdził, „być może teraz niektórzy będą bali się reagować, bo będą się bali, że instytucje państwowe zareagują nieproporcjonalnie”. – Ludzie będą widzieli, że dzieje się jakaś krzywda i normalnie by zadzwonili, żeby ktoś interweniował, ale nie będą chcieli tego zrobić, bo pomyślą: może ja zadzwonię i odbiorę im dzieci z tego powodu – dodał.

– Dlatego każdy, kto widzi przemoc, musi reagować i musi być przekonany o tym, że jeżeli zadzwoni na policję, zadzwoni do właściwych instytucji, to instytucje będą działały proporcjonalnie. I dlatego składamy wniosek o odwołanie pani rzecznik –powiedział.

Poseł KO: próbujecie tę sprawę wykorzystywać politycznie

Jak w tej sytuacji zachowa się koalicja rządząca? Odpowiedział poseł Adrian Witczak z Koalicji Obywatelskiej.

REKLAMA
article/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

– Nie można podejmować decyzji wtedy, kiedy nie ma rzetelnego zbadania sprawy. Dokumenty trafią do polskiego Sejmu i taka decyzja będzie podjęta – powiedział.

Zwrócił się także do opozycji. – Kompromitujecie się tym, że próbujecie tę sprawę wykorzystywać politycznie. Tak jak wykorzystywaliście wiele spraw do tego, żeby budować swój kapitał polityczny – stwierdził.

– Natomiast my będziemy postępować bardzo spokojnie, bo tak naprawdę na szali jest bezpieczeństwo dzieci – dodał.

Co wydarzyło się w Warszawie?

Sprawa zaczęła się w piątek, 14 sierpnia, gdy Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, miała zobaczyć kobietę szarpiącą i krzyczącą na swoje dziecko. Po zwróceniu jej uwagi matka miała odpowiedzieć wulgaryzmami.

Zwyzywała rzeczniczkę praw dziecka. Chwilę później odebrano jej dzieci

Horna-Cieślak zawiadomiła policję, jednak funkcjonariusze i sąd rodzinny nie znaleźli wówczas przesłanek do odebrania dzieci rodzinie. Według ustaleń Zero.pl, jeszcze tego samego dnia do przełomu doszło podczas spotkania na komendzie.

W spotkaniu na policji uczestniczyli Monika Horna-Cieślak, komendant stołeczny policji Krzysztof Ogroński oraz policjantka, która ostatecznie wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci w wieku trzech i czterech lat. Ponieważ nie udało się szybko zapewnić dzieciom innej opieki, trafiły one do placówki opiekuńczo-wychowawczej.

REKLAMA
article/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Sąd: ingerencja rażąco nieproporcjonalna

Sprawa trafiła później do sądu, który zajął zdecydowane stanowisko. Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców i bardzo krytycznie ocenił skalę ingerencji instytucji w życie rodziny.

Jak ustalił Zero.pl, policjantka podejmująca decyzję zeznała później przed sądem, że w momencie jej wydawania nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców, a cała sytuacja była dla niej – mimo kilkuletniego stażu pracy – bez precedensu.

Biuro Rzecznika Praw Dziecka przedstawia jednak przebieg wydarzeń inaczej  – przekonuje, że rzeczniczka działała w ramach swoich kompetencji i w celu ochrony dzieci. Sama Horna-Cieślak w rozmowie z Polsat News tłumaczyła, że nie komentuje orzeczeń sądu, ale wielokrotnie nie zgadzała się z ocenami dotyczącymi krzywdzenia dzieci.

REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px