global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
REKLAMA
article/x01Maksymalny rozmiar: 1280px/180px

Miliony złotych ze zbiórek i znikające zwierzęta. Ujawniamy kulisy działania DIOZ

TYLKO NA
artykul_glowne-foto-1
DIOZ to – wbrew sugerującej nazwie, w której pojawia się słowo "inspektorat" – całkowicie prywatne stowarzyszenie. (fot. Kanał Zero)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Wielomilionowe zyski, oszustwa przy zbiórkach, zwierzęta, które zniknęły bez śladu, zabiegi, które były przeprowadzane przez osoby bez uprawnień – to tylko początek długiej listy nieprawidłowości, jakie odkryliśmy w Dolnośląskim Inspektoracie Ochrony Zwierząt. Sprawę organizacji bada prokuratura.

  • DIOZ to organizacja, która według własnej deklaracji zajmuje się ratowaniem zaniedbanych zwierząt. Z naszego śledztwa wynika jednak, że za fasadą kryje się biznes zbudowany na krzywdzie zwierząt, dramatach opiekunów i pracowników organizacji. 
  • Zdobyliśmy dowody na to, że DIOZ kradnie zwierzęta właścicielom, tworzy oszukańcze zbiórki, prowokuje internetowy lincz na sygnalistach, a mimo to jego przedstawiciele brylują w otoczeniu celebrytów i polityków. 
  • DIOZ nieustannie prosi o pieniądze na zwierzęta. Tymczasem rok po roku jego ekosystem – fundacje, spółka i stowarzyszenie – osiąga zyski idące w miliony złotych. 
  • Sprawę DIOZ bada prokuratura w Świdnicy, Centralne Biuro Śledcze Policji i Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. Przesłuchano w sprawie już 90 osób.
  • Kanał Zero opublikował dwugodzinny film Konrada Krasuskiego na temat działalności DIOZ. Portal Zero.pl teraz i w przyszłości będzie kontynuował temat kontrowersyjnej organizacji.

17 grudnia 2025 r., Sejm RP. Prezentowana jest wystawa fotograficzna pt. "Bracia mniejsi", ukazująca los zwierząt trzymanych na uwięzi oraz w niewielkich kojcach, oparta na materiałach z interwencji podejmowanych przez organizacje działające na rzecz ochrony zwierząt. To polityczna odpowiedź rządzących na prezydenckie weto do tzw. ustawy łańcuchowej.

Zdjęcia chorych, wyniszczonych, głodzonych i skrajnie zaniedbanych psów ogląda druga osoba w państwie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Towarzyszą mu przedstawiciele Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) z Konradem Kuźmińskim na czele.

Grudzień 2025. Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty (P) i prezes DIOZ Konrad Kuźmiński w Sejmie. (fot. Piotr Nowak / PAP)

– W imieniu Sejmu z całego serca dziękuję za to, co robicie. Wkładacie w to ogrom serca i pracy, na którą nie każdego stać. Wasza pomoc dla psów płynie prosto z serca. Nie wiem, czy ktoś Wam za to dziękował, na pewno dziękują Wam za to psy, dla których to robicie. Dołączam do nich – zwraca się do Kuźmińskiego marszałek Czarzasty.

REKLAMA
article/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Przedstawicielom DIOZ już raz „podziękował” sąd – skazując ich prawomocnie na grzywnę za kradzież psa. Kolejne postępowania są w toku. Było ich na tyle dużo, że śledczy postanowili połączyć je w jedno duże, a sprawą zajmuje się nawet Centralne Biuro Śledcze Policji.

Czytaj także: Poseł Litewka o DIOZ: Weryfikacja gości w Sejmie powinna być większa

Milionowe zyski ze zbiórek

DIOZ to – wbrew sugerującej nazwie, w której pojawia się słowo "inspektorat" – całkowicie prywatne stowarzyszenie.

Jego przedstawiciele sami o sobie piszą na stronie internetowej, że każdego dnia stają „twarzą w twarz z oprawcami”. Rocznie, jak podają, dokonują tysięcy interwencji – zajmują się zwierzętami domowymi, gospodarskimi, dzikimi i egzotycznymi. 

Media społecznościowe organizacji pełne są informacji o interwencjach, zabiegach, spacerach, wolontariuszach i adopcjach. Z naszych rozmów z byłymi i obecnymi pracownikami i współpracownikami organizacji, inspektorami weterynarii i osobami, które walczyły z DIOZ o odzyskanie swoich zwierząt, wyłania się jednak zupełnie inny obraz.

Aby go jednak dojrzeć, trzeba najpierw zrozumieć całą maszynę finansową zbudowaną wokół organizacji.

Kluczową rolę odgrywa stowarzyszenie DIOZ, którym kierują Kuźmiński i Krystyna Pietruszka. To właśnie to stowarzyszenie jest najbardziej widoczne publicznie. Wbrew regularnym nawoływaniom w internecie przy okazji różnych zbiórek, że sytuacja finansowa jest dramatyczna, w rzeczywistości to dobry biznes. Zysk netto stowarzyszenia w 2024 r. wyniósł 2,7 mln zł. Rok wcześniej, w 2023 r., 9,3 mln zł. W 2022 r. było to z kolei 4,4 mln zł.

REKLAMA
article/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Podkreślmy: mowa o zysku netto. Nie znajdują się w tym np. wynagrodzenia dla aktywistów. W 2024 r. tytułem wynagrodzeń wypłacono 1,9 mln zł.

Poza stowarzyszeniem DIOZ istnieje także fundacja DIOZ. Jej prezesem jest Eryk Złoty. Zysk w 2023 r. wyniósł niespełna 300 tys. zł. Danych za 2024 r. nie ma, bo podmiot nie złożył sprawozdania finansowego.

Złoty w 2024 r., wspólnie z Krystyną Pietruszką, założył też spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – Instytut Ochrony Zwierząt. Spółka ta współpracuje regularnie ze stowarzyszeniem. Zajmuje się m.in. sprzedażą karmy dla zwierząt, którą polecają działacze DIOZ proszący ludzi o wsparcie.

W 2024 r., w pierwszym roku swojej działalności, spółka zanotowała zysk netto w wysokości 1,2 mln zł. 

Wokół DIOZ powstał cały ekosystem: organizacja nie tylko zajmuje się zwierzętami w rozumieniu opieki nad nimi, lecz także oferuje sama sobie usługi weterynaryjne, a także ma sklep z jedzeniem dla zwierząt. Pomiędzy podmiotami dokonywanych jest wiele transakcji. Wielu ich szczegółów nie znamy. Wyjaśniają je teraz śledczy.

Zbiórki na zdjęcia z internetu

Nie byłoby kłopotu w tym, że ktoś zarabia na pomaganiu zwierzętom. Tyle że w tym wypadku pomoc ta, przynajmniej w części przypadków, okupiona jest cierpieniem samych zwierząt, ich właścicieli, a także związana jest z szeregiem kłamstw na temat prowadzonej działalności.

REKLAMA
article/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

DIOZ działa w modelu zbiórkowym – pozyskuje środki przede wszystkim z wpłat od chcących pomagać zwierzętom obywateli, z 1,5 proc. podatku oraz ze sprzedaży karmy (sam Kuźmiński intensywnie reklamuje konkretną karmę do zakupu, akurat tę sprzedawaną przez spółkę swoich współpracowników).

Z naszych ustaleń wynika, że środki gromadzone w ramach wielu zbiórek to oszukiwanie odbiorców. Najczęściej poprzez przedstawianie złego stanu zwierząt w sposób niezgodny z rzeczywistością.

Natrafiliśmy na wiele zbiórek, w których opis sytuacji był niezgodny z prawdą, zdjęcia były przerobione, ten sam pies miał różne tzw. historie ratunku, jedne zdjęcia rentgenowskie miały być dowodem na potrzebę wsparcia w przypadku kilku zwierząt. Zdarzało się też, że zdjęcia rzekomo ilustrujące zwierzęta będące pod opieką DIOZ-u były fotografiami pobranymi z internetu, np. z USA. Zbiórki trwały także po śmierci zwierząt, na które były organizowane.  

Modus operandi stowarzyszenia było likwidowanie zbiórek po uzbieraniu środków często bez dalszej informacji dla darczyńców, w jaki sposób cel został zrealizowany (informowanie jak konkretnie spożytkowano pieniądze to dobry zwyczaj w wypadku zbierania środków od obywateli).

REKLAMA
article/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Ba, DIOZ zebrał nawet setki tys. zł na klinikę dla zwierząt na Ukrainie. Zbiórkę prowadzono cztery lata temu, kliniki nie ma do dziś. Co się stało z pieniędzmi? Nie wiadomo.

Kolejne pół mln zł zebrano na pomoc dla zwierząt-ofiar powodzi. W jaki sposób wydano te środki? Też nie wiadomo.

Wiadomo za to, że DIOZ regularnie straszy swoim upadkiem, długami, atakami na siebie, w tym zachłannością skarbówki i ZUS-u.

Sprawdziliśmy: w przypadku podatków sprawa jest prosta. Stowarzyszenie od dochodowego właściwie jest zwolnione.

W wypadku składek ZUS stanowisko w 2025 r. zajęła nawet centrala zakładu. Potwierdziła, że DIOZ nie opłaca należnych składek za osoby, które zgłasza do ubezpieczeń. ZUS wyraził zgodę na spłatę zaległości w ratach, ale DIOZ nie dotrzymał warunków umowy. Na co więc poszły pieniądze zebrane w ramach ratowania stowarzyszenia przed zamknięciem przez zły ZUS? Nie wiadomo.

Kradzieże psów

Największe kontrowersje budzi jednak nie działalność finansowa DIOZ, lecz ta związana z interwencjami. W kierunku organizacji padają mocne zarzuty: że DIOZ w praktyce kradnie psy, które potem służą do zarabiania pieniędzy poprzez organizowanie na nie zbiórek.

Dotarliśmy do właścicieli kilku takich zwierząt. Zapoznaliśmy się też z dokumentacją medyczną tych psów, bo powtarza się jeden schemat: DIOZ kradnie kiepsko wyglądające psy, które są schorowane. Następnie zaś w swoich mediach społecznościowych przedstawia je jako zwierzęta nie chore, lecz skrajnie zaniedbane przez właścicieli-oprawców.

REKLAMA
article/x06Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Rekcio mieszkał ze swoimi właścicielami przez 13 lat. Od kilku chorował, pozostawał pod stałą opieką weterynaryjną. Z dokumentów, które posiadamy wynika, że od stycznia 2021 r. odbył kilkadziesiąt wizyt u różnych lekarzy weterynarii. 

Mimo to grupa osób związanych z DIOZ na początku tego roku wtargnęła na posesję właścicieli, by Rekcia oraz drugiego psa, który z nimi mieszkał, odebrać. Według relacji rodziny wysłannicy DIOZ byli ubrani w mundury przypominające policyjne. Krzyczeli, zwierzęta odebrali właściwie siłą.

Rodzinie nie postawiono zarzutów dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Jej członkowie nie są podejrzanymi ani oskarżonymi w żadnym postępowaniu. Jedyna sprawa toczy się dziś z powództwa właścicieli, którzy próbują odzyskać psy.

Podobna historia spotkała też właścicieli Neski, starszej seterki. DIOZ przyjechał odebrać ją właścicielom, kiedy ci byli na feriach z dziećmi. Psem zajmował się wówczas najstarszy syn. Mimo wyjaśnień udzielanych telefonicznie, pracownicy DIOZ weszli na posesję i odebrali psa.

Emi to z kolei pies należący do utytułowanego zawodnika psich zaprzęgów. Miała zdiagnozowany nowotwór listwy mlecznej i z tego powodu była wyraźnie chudsza od pozostałych psów. Żaden weterynarz ani instytucja nie stwierdzili jednak, że pies był zaniedbany. Niedługo wcześniej hodowla przechodziła kontrolę. 

REKLAMA
article/x07Maksymalny rozmiar: 728px/90px

W maju 2021 r. pod prowadzoną przez pana Łukasza hodowlę podjechał samochód oznaczony logo DIOZ. Z auta wyszły dwie umundurowane osoby i zażądały wydania zwierzęcia. Podczas interwencji na miejscu były tylko dzieci mężczyzny, które uległy autorytetowi mundurów.

Człowiek płaci, DIOZ zarabia

Po odebraniu Rekcia w mediach społecznościowych DIOZ pojawiły się nagrania i zdjęcia psa. Publikowano również dane właścicieli oraz informacje o ich firmie, określając ich jako „oprawców”. Rzekomi obrońcy zwierząt twierdzili, że pies “spleśniał”. W rzeczywistości zielone plamki na ciele zwierzęcia to efekt stosowanego lekarstwa zalecanego przez weterynarza. Sprawdziliśmy to. Zajęło to nam kilka minut.

Kiedy właścicielom odebrano Neskę, DIOZ opublikował w mediach społecznościowych ich dane, zestawiając zdjęcia psa z ich zdjęciami z urlopu. W ten sposób promowano zbiórkę na pomoc zwierzęciu. Ponieważ przy okazji ujawniono numer telefonu pani W., właścicielki psa, kobieta zaczęła dostawać groźby i obelgi od anonimowych osób. 

Internetowa zbiórka była prowadzona także na Emi. Kiedy jednak pies trafił do właścicielki tymczasowej, otrzymał jedynie 12 kg karmy. Olga, która zaopiekowała się zwierzęciem i pokrywała koszty utrzymania psa, nie wiedziała, że DIOZ zbiera pieniądze na jej nową towarzyszkę.

REKLAMA
article/x08Maksymalny rozmiar: 728px/90px

– Uważałam, że DIOZ bardzo pomaga innym zwierzętom i stwierdziłam, że te pieniądze, które mi by mogli dać, mogliby przeznaczyć na inne zwierzęta, które bardziej będą tego potrzebowały – mówi pani Olga.

Jak komentuje moment, gdy dowiedziała się o zbiórkach? – Co z tymi pieniędzmi, skoro ja ich nie dostałam? (…) Szczerze mówiąc ja byłam w szoku, że takie coś było – wskazuje.

Do dziś nie wiadomo, co się stało ze środkami zebranymi na Emi – skoro wszystkie koszty związane ze zwierzęciem ponosiła już nowa właścicielka.

Według relacji pani Olgi oraz nagrania, które posiadamy, Krystyna Pietruszka z DIOZ namawiała ją do usunięcia psu czipa i wszczepienia nowego, aby przedstawić zwierzę jako psa uratowanego z Ukrainy.

Dawny właściciel Emi odnalazł zwierzę. Gdy zobaczył, że nowa opiekunka dobrze się nim zajmuje, a Emi przyzwyczaiła się do niej, uznał, że najlepiej będzie dla stworzenia, by już zostało w nowym domu.

Wolontariusze mówią o DIOZ

Dotarliśmy do szeregu osób, które były związane z DIOZ. Większość z nich była wolontariuszami w stowarzyszeniu.

REKLAMA
article/x09Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Powtarza się jedna relacja: cała organizacja to maszynka do zarabiania pieniędzy, a zwierzęta, w tym przede wszystkim psy, są traktowane jedynie jako środek do osiągnięcia finansowego celu.

Jakiekolwiek zgłoszenie uwagi lub wyrażenie sprzeciwu jest traktowane jako atak na całą organizację. W niektórych przypadkach zaś twórcy organizacji nawet zaczynają zastraszać swoich współpracowników i pisać o nich w mediach społecznościowych do tysięcy osób wierzących w pożyteczną działalność DIOZ-u.

Szczegółowe relacje byłych wolontariuszy, osób przyglądających się działalności dolnośląskiego inspektoratu, przedstawicieli organów państwowych, w tym prokuratury, oraz właścicieli psów odebranych przez DIOZ znajdują się w filmie dostępnym już na Kanale Zero.

REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px