global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
Kultura

Stanowski i Superniania o „Lalce”. Tak pół Polski zostało ekspertami od Prusa

Pamiętacie tę scenę z „Dnia świra”? Stoją Adaś Miauczyński z Pazurą i komentują małą manifestację. Adaś mówi, że z najdurniejszymi nawet hasłami można chodzić, bo „na tym polega tolerancja”, na co Pazura odpowiada: „A pierd…isz pan tolerancja”. Na co Adaś: „Sam pan pierd...isz”. Tak właśnie wygląda dyskusja wokół netfliksowej „Lalki”.

Piotr Sarmini
Opinia autorstwa: Piotr Sarmini
22.09.2026
6 min
Stanisław Wokulski i Izabela Łęcka w scenie balowej z netfliksowej „Lalki”, serialu, który od premiery bez przerwy obrywa od krytyków zarzucających mu zdradę powieści Bolesława Prusa (fot. R.Palka / Netflix)
TYLKO NA

Gdyby „Lalka” podobała się wielkim ekspertom (Superniania), jaśnie objawionym autorytetom literackim (Jacek Karnowski) i większości komentujących, to bym ją miażdżył. Ale ponieważ zdaje się im nie podobać – będę jej bronić. Bo to po dżentelmeńsku. Bo tak wypada. Bo na tym właśnie polega tolerancja. 

Święta świętość

„Wyjątkowe bezguście” (Jacek Karnowski – publicysta), „Tania, prostacka, a nawet szkodliwa” (Baba od polskiego), „Powiem szczerze: nie” (Superniania), „Przegięliście” (Agnieszka Gozdyra), „Książka po prostu wciąga, a serial nie wciąga” (Krzysztof Stanowski).

Janusze i Grażyny, Sebastiany i Dżesiki (przepraszam posiadaczy tych imion, ale sami wiecie…), w całym kraju łapią się za głowy, klną na czym świat stoi, ostrzą widły i szykują pochodnie, by ruszyć na krwiożerczego Netflixa, który im porwał drogą Izabelę.

REKLAMA
feuilleton/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

„Lalka” to nie tylko Wokulski i Łęcka. Prus napisał piękną powieść także o przyjaźni

I choć ostatni kontakt z „Lalką” mieli 20 lat temu, ledwo ją przeczytali, a najczęściej wcale nie, i mówili, że to straszne ramolstwo i nuda, i „po co oni każą to czytać” – teraz okazuje się, że bez oryginalnej powieści Prusa nie mogą oddychać. Oni po prostu codziennie rano, zaraz po modlitwie i umyciu zębów, otwierają „Lalkę”. Czytają ją pasjami, słuchają w autobusach i tramwajach całego kraju, bezustannie. A portret Wokulskiego mają na ścianie jak nastolatki plakaty z piłkarzami i koreańskimi idolami.

Zatem jakiekolwiek naruszenie ich świętości, ich drogocennej powieści wydanej 139 lat temu – musi spotkać się z linczem. I nic, że Netflix zatrudnił najlepszych aktorów. Wydał miliony na kostiumy i scenografię. Że możemy tam oglądać Warszawę sprzed 140 lat, z kultowym Powiślem jak z pędzla Antoniego Gierymskiego. Chrzanić angielski dubbing, postprodukcję, pracę setek Polaków, którzy włożyli w ten projekt całe serce. „Rzecki? Żałośnie zagrana postać”.

Według komentujących „Lalkę” Netflixa należy po prostu spalić, ubiczować, wywieźć za wioskę – jak Jagnę z „Chłopów”. Zaatakować jej bagno, wypędzić jak Shreka. Albo nie dopuszczać na salony... jak Wokulskiego.

REKLAMA
feuilleton/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Wokulski za krzakiem, Łęcka w redakcji. Recenzujemy netfliksową „Lalkę”

Ludzie zawsze boją się inności. Komentarze ludu i jego reprezentantów potwierdzają tę tezę.

Nie staję na froncie obrony „Lalki” samotnie – Tomasz Raczek, krytyk filmowy, powiedział, że gdyby Prus zmartwychwstał, to zaprosiłby scenarzystę „Lalki” na kawę, by porozmawiać.

I ja się zgadzam. Jednak nie na Raczku oprę swą obronę, a na tym, co serial mówi nam już w pierwszym odcinku: w napisach końcowych pojawia się... uwaga... napis: „na motywach powieści »Lalka« Bolesława Prusa”. Motyw to, drogie polonistki, taki powtarzający się element: zdarzenie, postać, miejsce lub idea. Twórcy nie mówią nam, że właśnie oglądamy ADAPTACJĘ, EKRANIZACJĘ, WIERNE ODWZOROWANIE powieści. Nie. Mówią: „na motywach”. Ale to jest w napisach, a wiadomo, kto by tam czytał napisy. Przecież wy jedyne, co czytacie, to „Lalkę” od świtu do zmierzchu.

A zatem według was nie mamy prawa nic z kulturą robić, ona nie może się rozwijać, tworzyć odnóg, ewoluować. Ona ma być taka sama, jak była! Albo martwa!

No, ale przecież nazwali to „Lalka” – może brzmieć argument przeciwstawny. Cóż, w kawiarni też zamawiasz swoje ulubione „mleko sojowe” albo „mleko migdałowe”, a wiesz, że tak naprawdę to wcale nie jest mleko, tylko napój? Czy wiesz, że soja i migdał to nie są ssaki i nie da się ich doić? A jednak mówisz „mleko”. A potem idziesz na swoje „roślinne mięso” z „kawą zbożową” i „białą czekoladą”. I nawet nie będę wspominać o „ptasim mleczku”. Tak, rzeczy mogą nazywać się podobnie, a jednak być czymś innym! To (jeszcze) nie jest zakazane!

REKLAMA
feuilleton/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Nie deptać Prusa! Recenzujemy kinową „Lalkę”

Nie Ronaldo

Wreszcie chciałbym powiedzieć, że kiedy cały świat z wypiekami na twarzy oglądał „365 dni” – i obecnie, w kraju tak dalekim jak Filipiny, jest to JEDYNY ZNANY przejaw polskiej kultury – nie JPII, nie RL9 i nie Chopin vel Rozbicki, tylko „365 dni” – to Polacy oczywiście musieli po tym filmie jechać i wylewać na aktorów wiadro pomyj. Teraz, kiedy mamy spektakularny, historyczny serial, z kryminałem, z zadziorem, z pomysłem, oparty na polskiej kulturze i polskim języku – dostępny na całym świecie – znów musimy go społecznie niszczyć i podpalać.

Zamiast być wdzięcznym, być zadowolonym, że w Polsce powstają takie produkcje, z takimi budżetami, że nie jesteśmy traktowani jak bananowa republika zasługująca jedynie na kolumbijskie seriale sprzed 20 lat, to my „nie”, bo przecież – „Kiedy bierze się tytuł powieści i postaci bohaterów, a potem robi z tego sieczkę, która nie ma nic wspólnego z dziełem pierwotnym, to żeruje się na oryginale”.

Każdy fan „Lalki” zadaje sobie to pytanie. Prus długo milczał

No bo przecież Amerykanie i Brazylijczycy już mieli zabierać się za czytanie „Lalki”, już zamawiali pięć milionów kopii, ale teraz to wszystko odwołane, bo Netflix na Prusie „zażerował”.

REKLAMA
feuilleton/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Zamiast być zadowolonym, że polscy producenci, aktorzy, scenarzyści, operatorzy, ekipy mają pracę – to nie. Nas stać, żeby nie mieli. My tego prądu ani lampy naftowej nie potrzebujemy.

Zatem do krytyków: oglądajcie sobie wersję Ryszarda Bera z 1977 roku, oglądajcie Wojciecha Hasa z 1968 r. i czytajcie sobie „Lalkę” do śmierci. Nikt wam nie zabrania. A tym, co mają wizję, mają rozmach i pęd działania jak Wokulski – dajcie jechać dalej. Bo ani żadna z was arystokracja, ani Iza Łęcka.

Nie pomylcie „Lalki”! Ekranizacje mogą namieszać uczniom w głowach

Źródło: Zero.pl
Piotr Sarmini
Piotr SarminiStudiował filologię polską i dziennikarstwo na UW oraz na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W 2018 r. ukazała się jego debiutancka powieść hip-hopowa pt. „Bez przekazu”. W tym czasie regularnie publikował wiersze, opowiadania oraz teksty branżowe i dziennikarskie. W 2023 r. wydał drugą powieść relacjonującą drogę syryjskich uchodźców w Europie – „Uchodząc”. Od 2024 r. mieszka na Filipinach, gdzie pracuje w branży IT oraz jako nauczyciel języków, literatury i czujny obserwator rzeczywistości - autor zewnętrzny.
REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px