global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
REKLAMA
article/x01Maksymalny rozmiar: 1280px/180px

To nie miało prawa się udać. Gdy Diana i Karol powiedzieli sobie „tak”

TYLKO NA
Prince Charles and Lady Diana On Wedding Day
Ślub Karola i Diany oglądało ponad pół miliarda ludzi na całym świecie (fot. Express Newspapers / Getty Images)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Piękny był to ślub, bo przecież nie mogło być inaczej. Mija dokładnie 45 lat odkąd Karol i Diana powiedzieli sobie „tak” – wbrew sercom, choć przy cichym zrozumieniu logiki. Historią najgłośniejszego ślubu XX. wieku rozpoczynamy letni cykl o brytyjskiej rodzinie królewskiej.

  • Karol i Diana poznali się, gdy ta miała 16 lat. Młody książę spotykał się wówczas z... jej starszą siostrą, Sarah.
  • Parą zostali kilka lat później, po przypadkowym spotkaniu na meczu polo. Wystarczyło kilkanaście randek, by Karol – przymuszony przez ojca i presję opinii publicznej – oświadczył się 19-letniej dziewczynie.
  • Nad ich związkiem cały czas wisiał cień pierwszej wielkiej miłości Karola – Camilli Parker Bowles. 
  • Nastoletnia Diana, boleśnie doświadczona przez życie, nie radziła sobie z emocjami, które targały nią w związku z księciem.
  • Przed ślubem, oglądanym przez pół miliarda ludzi na całym świecie, chciała nawet wycofać się z małżeństwa.
  • Ostatecznie, 29 lipca 1981 roku, dokładnie 45 lat temu, para powiedziała sobie sakramentalne „tak”. Choć oboje najpewniej żałowali, że w ogóle stanęli na ślubnym kobiercu.

On – następca tronu. Ona – skromna, cicha przedszkolanka. On miał 32 lata, ona przed chwilą skończyła 20. Ludzie kochali tę bajkę o Kopciuszku. O „dziewczynie znikąd”, która pięknym, niewinnym uśmiechem urzekła „najlepszą partię na świecie” i w której – pomimo różnicy wieku, zainteresowań, charakterów i statusu – Karol bez pamięci się zakochał.

Czytaj też: Wyrzuciła ojca z partii i zmieniła historię Francji. Kim naprawdę jest Marine Le Pen?

Żaden to był jednak mezalians. Spencerowie byli arystokratycznym rodem od stuleci. Majątku dorobili się na hodowli owiec, tytuł hrabiowski otrzymali w XVII wieku, a następnie przez pokolenia dostarczali państwu ambasadorów, ministrów, członków Tajnej Rady i dworzan. Krew ich, błękitna jak diabli, toczyła się w żyłach nieprawych dzieci króla Karola II, licznych książąt, siedmiu prezydentów USA, aktora Humphreya Bogarta, a nawet… Ala Capone. Byli bardziej brytyjscy niż Windsorowie, co żurnaliści, zwłaszcza amerykańscy, lubili raz na jakiś czas przypominać.

REKLAMA
article/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Jako mała dziewczynka, Diana bawiła się na trawnikach z młodymi książętami – Andrzejem i Edwardem. Jej ojciec, Johnnie Althorp (późniejszy hrabia Spencer), służył jako koniuszy króla Jerzego VI i młodej królowej Elżbiety II. Jej babka ze strony matki, Ruth, Lady Fermoy, przez blisko trzydzieści lat była jedną z najbliższych powierniczek i dam dworu Królowej Matki.

W obliczu tego, co wiemy dziś, podłością byłoby stwierdzenie, że „byli sobie pisani”. Ale fakt, że stanowili parę, daleki był od przypadku.

Ciosy w samo serce

Podobno Karol widział Dianę po raz pierwszy, gdy ta biegała jeszcze w pieluchach. Drugie spotkanie było już nieco bardziej świadome: kawaler przyjechał do jej posiadłości na… randkę z siostrą Diany. Ognistoruda Sarah była jej absolutnym przeciwieństwem: dowcipna, przebojowa, pewna siebie, uchodziła za jedną z gwiazd londyńskiego życia towarzyskiego.

Trwający dziewięć miesięcy związek zakończył się jednak skandalem. Podczas wspólnego wyjazdu do Szwajcarii, z młodą Lady Spencer umówił się na lunch dziennikarz „The Mirror”. Rozbrajająco szczera, palnęła coś o walce z alkoholizmem, sypianiu z „tysiącem chłopaków” i o tym, że… nie kocha Karola, więc nie wyjdzie za niego „niezależnie od tego, czy jest śmieciarzem czy przyszłym królem Anglii” .

REKLAMA
article/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

„Zrobiłaś coś nieprawdopodobnie głupiego” – miał rzucić zawiedziony książę. Rozstali się jednak w pokoju.

Karol i Sarah, starsza siostra Diany, stanowili dobraną parę (fot. Anwar Hussein / Getty Images)

Gdy jakiś czas później, w lipcu 1980 roku, 19-letnia wówczas Diana usiadła obok Karola na stogu siana po meczu polo, nie byli sobie zupełnie obcy. Słyszała o śmierci lorda Mountbattena – ukochanego wuja i mentora Karola, zamordowanego rok wcześniej przez zamachowców z IRA. „Wyglądałeś tak samotnie, idąc nawą Opactwa. Serce mi krwawiło. Pomyślałam: to złe, potrzebujesz kogoś, kto by się tobą zaopiekował” – powiedziała, z charakterystyczną dla siebie empatią i wrażliwością.

Książę Walii, wychowany w chłodnej atmosferze przez zdystansowaną matkę i surowego ojca, przez całe życie poszukiwał kobiety-opiekunki, która podniosłaby jego wątłe poczucie własnej wartości. W Dianie dostrzegł promyk ciepła.

Rozpoczęły się jedne z najbardziej osobliwych zalotów w dziejach brytyjskiej monarchii. Do momentu oficjalnych zaręczyn w lutym 1981 roku, Karol i Diana spotykali się „w cztery oczy”. Łącznie… trzynaście razy. Relacja opierała się na telefonicznych rozmowach i weekendowych wizytach u wspólnych znajomych. Co więcej, Diana aż do dnia zaręczyn zwracała się do swojego partnera per „Sir”. On, szczęśliwie, mówił jej po imieniu.

REKLAMA
article/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Od początku nad ich związkiem wisiał potężny cień Camilli Parker Bowles. Karol na początku lat 70. był w niej szaleńczo zakochany. Ponoć z wzajemnością. Byli niemal rówieśnikami, oboje uwielbiali polowania, wiejskie życie i mieli mnóstwo wspólnych tematów. Pałacowi przeszkadzało jednak, że potencjalna wybranka była „zbyt doświadczona towarzysko”. Na jej niekorzyść grał też fakt, że niezbyt umiejętnie lawirowała między Karolem a swoim przyszłym mężem, Andrew. Książę Filip, ojciec Karola, miał mu wyznać, że Camilla to dobry materiał na kochankę, ale na żonę – niekoniecznie.

Camilla w 1973 roku wzięła ślub z Andrew Parkerem Bowlesem (fot. Wood / Getty Images)

Ślubu więc nie wzięli, ale to nie znaczy, że ich znajomość umarła. Wręcz przeciwnie. Tajemnicą poliszynela jest, że Camilla chętnie doradzała Karolowi w temacie związków i sama „namaściła” Dianę. Uznała, że cicha, niespecjalnie przebojowa dziewczyna, z którą nie łączyły księcia właściwie żadne wspólne pasje, nigdy nie wypchnie jej z jego serca.

Czytaj również: Nowy traktat z Wielką Brytanią. Donald Tusk o szczegółach

Sam książę nie miał zbyt wiele czasu do namysłu. Zegar tykał, 32-latek miał zacząć jak najszybciej dbać o przedłużenie dumnego rodu, więc po zaledwie kilku miesiącach znajomości, na zamku w Windsorze, poprosił nastolatkę o rękę.

REKLAMA
article/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Zaręczyny ogłoszono oficjalnie 24 lutego 1981 roku. Podczas wywiadu telewizyjnego dziennikarz zadał parze niewinne pytanie: „Czy jesteście w sobie zakochani?”. Diana odpowiedziała bez wahania: „Oczywiście”. Karol rzucił jednak z zimnym, autoironicznym dystansem: „Cokolwiek oznacza miłość” (Whatever 'in love' means).

Pierwszy cios w serce. Nie ostatni.

Dwa różne światy

Nie trzeba było szczególnie bystrego oka, by odnotować, że w miesiącach poprzedzających ślub Diana dość drastycznie chudła. Z późniejszych relacji wynika, że dopadła ją bulimia: ponoć przyszły mąż napomknął coś o tym, że „jest nieco pulchna w talii”, na co zareagowała najgorzej, jak tylko się da. Obwód w pasie skurczył się z 74 do 59 cm.

Okres narzeczeństwa, nie tylko z tego powodu, nie był więc czasem „jak z bajki”. Karol często wyjeżdżał w delegacje i na polowania, a chłód Pałacu Buckingham nie pozwalał przyszłej księżnej radzić sobie z presją. Skromna, niedojrzała nastolatka, stanęła u progu wywracających życie zmian i nie potrafiła sobie z nimi poradzić.

Na kilka dni przed ślubem Diana znalazła na biurku narzeczonego paczkę. W środku była złota bransoletka z niebieską tarczą i wygrawerowanymi literami „F” i „G” – od „Fred” i „Gladys”, jak nazywali się wzajemnie Karol i Camilla. Zażądała wyjaśnień. Karol miał zbyć jej żale i, pomimo protestów, jeszcze tego samego dnia pojechał do byłej (?) ukochanej, by wręczyć pamiątkę.

Karol i Camilla, nierozłączni niemal od zawsze (fot. Tim Graham / Getty Images)

To wtedy Diana miała powiedzieć starszym siostrom, że zamierza się wycofać. Że nie chce ślubu. Te jednak szybko sprowadziły ją na ziemię: „Twoja twarz jest już na ściereczkach do naczyń. Za późno, żeby stchórzyć”.

REKLAMA
article/x06Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Patrząc na tę historię wyłącznie przez pryzmat jej późniejszych wyznań, łatwo ulec wrażeniu, że całe narzeczeństwo było ciągiem udręk i manipulacji. Z perspektywy Karola wyglądało to jednak zupełnie inaczej. Kwestii ożenku nie traktował w kategoriach romantycznych. Czuł presję dworu, mediów i opinii publicznej. Nosił na barkach przyszłość monarchii.

Nade wszystko: wierzył w tradycyjny model małżeństwa aranżowanego w wyższych sferach. W wywiadach powtarzał, że najważniejsza jest przyjaźń i wspólnota celów, a prawdziwa miłość „dojrzeje z czasem”. Nie szukał pasji i wielkich uniesień. Widział w Dianie ciepłą, urokliwą i nieprzesiąkniętą dworską cynicznością dziewczynę, która może być jego wierną towarzyszką.

Zupełnie nie radził sobie z emocjami targającymi nastolatką. Wychowany w chłodzie i rygorze, w którym wszelkie wybuchy i żale tłumiło się pod pancerzem etykiety, był całkowicie bezradny wobec jej płaczu, ciągłych zmian nastroju i problemów z wagą. Uważał, że Diana „przesadza” lub reaguje histerycznie na rzeczy zupełnie naturalne w świecie arystokracji.

Miewali dobre momenty. Chodzili razem do teatru i opery, gdzie Diana – ku uciesze Karola – raz po raz wpadała w zachwyt, żywo klaszcząc i prosząc o więcej. Dobrze odnajdywała się w towarzystwie jego przyjaciół: wniosła powiew młodzieńczej energii, miała świetne poczucie humoru, ludzie bardzo ją lubili.

REKLAMA
article/x07Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Kłopot w tym, że Karol widział w Dianie słodką, plastyczną i wesołą dziewczynę z wiejskiej arystokracji, która gładko wejdzie w wyszlifowane tryby dworu i z czasem okrzepnie u jego boku. Diana tymczasem pragnęła żarliwego, „filmowego” uczucia, uwagi i emocjonalnego oparcia w mężu, który ukoiłby wszystkie jej lęki. Zderzenie dwóch światów, opatulonych nieustanną uwagą prasy, nie mogło przynieść niczego dobrego.

„Najszczęśliwszy dzień w życiu”

29 lipca 1981 roku, dokładnie 45 lat temu, świat wstrzymał oddech. Ponad pół miliarda ludzi oglądało w telewizji, jak młoda dziewczyna w sukni z 8-metrowym trenem idzie nawą Katedry św. Pawła. I choć wyglądała jak bogini, Diana wspominała później, że idąc do ołtarza, szukała wzrokiem tylko jednej osoby. Nie Karola, lecz… Camilii Parker Bowles.

W suknię Diany wszyto złotą podkowę z diamentami na szczęście. Panna młoda pomyliła kolejność imion Karola, on z kolei przejęzyczył się w swojej przysiędze. Wszystko to dodawało ceremonii ludzkiego uroku. Na balkonie książę pocałował żonę. Tłum oszalał. Diana była jednocześnie „najszczęśliwsza na świecie” i zupełnie przerażona.

Miesiąc miodowy miał tylko utwierdzić ją w przekonaniu, że popełniła błąd.

Podróż jak z koszmaru

Pierwszy etap podróży poślubnej spędzili w Broadlands – rezydencji Mountbattena, w której Karol dziewięć lat wcześniej spotykał się z Camillą. Następnie wypłynęli królewskim jachtem „Britannia” na Morze Śródziemne.

REKLAMA
article/x08Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Już pierwszych kilka dni wystarczyło, by uwypuklić panujące między nimi różnice. Podczas gdy Diana biegała po jachcie, rozmawiała z marynarzami, doglądała kuchni i desperacko szukała kontaktu, Karol siedział samotnie, wczytując się w książki Laurenta van der Posta, malując i pisząc listy. Z notatnika miały mu wypadać zdjęcia Camilli. Na jedną z kolacji założył do mankietów spinki przedstawiające dwie splecione litery „C”. Diana płakała i wymiotowała naprzemiennie.

Czytaj też: Kontrowersyjne zatrzymanie nastolatka przez policję stało się viralem

Aż tak emocjonalne podejście biografowie tłumaczą jej trudnym dzieciństwem. Była trzecim dzieckiem – trzecią córką, w czasach i w rodzinie, która desperacko pragnęła syna. John Spencer przyszedł na świat kilkanaście miesięcy przed nią, ale żył tylko przez kilka godzin. Matka chodziła nawet do lekarzy, by ustalić „co jest z nią nie tak”, skoro rodzi wyłącznie dziewczynki. Mała Diana czuła się niechciana. Czuła, że rodzice pragnęli, by była kimś innym.

Problemy z zaufaniem do instytucji rodziny tylko się pogłębiły, gdy kilka lat później matka spakowała walizki i odeszła z Peterem Shandem Kyddem, australijskim milionerem poznanym dziesięć miesięcy wcześniej. Myśl o tym, że Karol lada moment potraktuje ją tak samo, nie pozwalała jej odnaleźć spokoju. 

REKLAMA
article/x09Maksymalny rozmiar: 728px/90px

*

Więcej o małżeństwie Diany i Karola oraz jej tragicznej śmierci w kolejnych częściach królewskiego cyklu.

REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px