global/x103Maksymalny rozmiar: 0/0
REKLAMA
article/x01Maksymalny rozmiar: 1280px/180px

Trump uderzy na Kubę? Boćkowski: Prezydent marzy o szybkim sukcesie

TYLKO NA
Donald Trump
Donald Trump. (fot. SAMUEL CORUM / POOL / PAP / EPA)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Amerykańskie wojska są gotowe do uderzenia na Kubę? Według doniesień medialnych ewentualna operacja militarna jest możliwa. Ekspert, z którym rozmawiało Zero.pl, studzi jednak emocje. – Donald Trump wydaje się znudzony wojną w Ukrainie, operacja w Iranie mu nie wyszła, a o Wenezueli nikt już nie pamięta. W tym kontekście „mała wojna” na 250-lecie USA wydaje się możliwa (…) Ale operacyjnie to zupełnie inna skala trudności niż w Wenezueli – podkreśla prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku.  

  • Jak podają media, Pentagon od miesięcy rozmieszcza wojska i broń potrzebne do uderzenia na Kubę.
  • Prof. Daniel Boćkowski przypomina w rozmowie z Zero.pl, że wojsko kubańskie nie ma szans w starciu z armią USA. Wyzwaniem nie jest jednak zajęcie terenu, lecz późniejsza kontrola terytorium i budowa nowych struktur władzy.
  • Ekspert ocenia także, że rozwiązanie „problemu kubańskiego” jest kuszące dla amerykańskiego prezydenta. Kuba pozostaje zadrą dla Waszyngtonu od czasu porażki w Zatoce Świń.

Kuba na krawędzi. Dorożki zamiast aut. Relacja Polki z Hawany

Jak donosi amerykański portal Politico, Pentagon spędził miesiące na rozmieszczaniu wojsk i broni potrzebnych Stanom Zjednoczonym do rozpoczęcia ataku militarnego na Kubę. Z informacji serwisu wynika, że jedyne czego brakuje do rozpoczęcia działań, to ostateczna zgoda Donalda Trumpa.

Politico twierdzi, że strategicznie rozmieszczone zasoby przygotowują grunt pod szeroki wachlarz działań militarnych – od pojmania przywództwa w Hawanie, podobnego do porwania byłego prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, po serię precyzyjnych uderzeń, chociaż Pentagon potrzebowałby dodatkowych żołnierzy do masowej inwazji lądowej.

REKLAMA
article/x02Maksymalny rozmiar: 728px/90px

USA mogą uderzyć na Kubę?

Czy amerykańska inwazja na Kubę faktycznie jest teraz możliwa? Zapytany o to przez Zero.pl prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku, specjalista ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, przypomina, że siły morskie USA są skoncentrowane wokół wyspy z powodu blokady dostaw paliwa, którą zarządził Donald Trump.

– Amerykanie dysponują tam odpowiednim potencjałem, jednak kluczowe jest zdefiniowanie, o jakiego rodzaju siłach mówimy. Zespół okrętów przeznaczony do blokady różni się bowiem od sił potrzebnych do działań lądowych – podkreśla ekspert i dodaje, że na razie nie wiadomo, co miałoby być celem takiej operacji.

– Bliskość Kuby sprawia, że logistyka nie stanowi dla USA problemu, ale każda operacja wymaga dostosowania środków do zadania. Czym innym jest blokada, czym innym akcja typu „porwanie Maduro” w Wenezueli, a czym innym pełnoskalowa okupacja wyspy i kontrola kluczowych obszarów – zauważa prof. Boćkowski.

Analityk przypomina także, że „większość amerykańskich zespołów lotniskowych, które byłyby tu kluczowe, stacjonuje obecnie w rejonie Zatoki Perskiej. Rodzi się więc pytanie o priorytety”.

REKLAMA
article/x03Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Czy w takiej sytuacji Waszyngton mógłby pozwolić sobie na rozpoczęcie konfliktu z Hawaną?

– Z czysto militarnego punktu widzenia Kuba nie jest przeciwnikiem, który mógłby trwale zaangażować amerykańską armię. Państwo to znajduje się na skraju upadku i choć tamtejsze wojsko mogłoby stawiać heroiczny opór, w starciu z USA nie ma realnych szans. Wyzwanie nie polega jednak na samym zajęciu terenu, lecz na tym, co następuje potem: kontroli terytorium, wyłonieniu nowych władz i budowie struktur współpracujących z Waszyngtonem – podkreśla Boćkowski.

„Mała wojna” na 250-lecie USA?

Zdaniem eksperta konflikt mógłby być jednak na rękę Donaldowi Trumpowi. – Prezydent wydaje się znudzony wojną w Ukrainie, operacja w Iranie mu nie wyszła, a o Wenezueli nikt już nie pamięta. W tym kontekście „mała wojna” na 250-lecie USA wydaje się możliwa – ocenia.

I dodaje:

– Rozwiązanie „problemu kubańskiego” jest dla niego kuszące – Kuba od czasów porażki w Zatoce Świń pozostaje zadrą dla każdego amerykańskiego prezydenta. Obalenie struktury castrowskiej pozwoliłoby Trumpowi ogłosić się najwybitniejszym prezydentem w historii, który dokonał tego, co nie udało się jego poprzednikom przez dekady.

prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku

REKLAMA
article/x04Maksymalny rozmiar: 728px/90px

Ekspert przypomina jednak, że operacyjnie sytuacja na Kubie jest znacznie trudniejsza niż w Wenezueli.

– Trump gra teraz już wyłącznie na siebie. Marzy o szybkim sukcesie, ale operacyjnie to zupełnie inna skala trudności niż w Wenezueli. Na Kubie nie wystarczy uprowadzenie lidera – tamtejszy system jest zbyt głęboko zakorzeniony. Wymagałoby to doprowadzenia do przesilenia politycznego i zainstalowania nowych struktur, co wykracza poza ramy prostej operacji sił specjalnych – zastrzega.

Operacja przypominałaby bardziej tę w Iranie? – Nie. Bliższa jest tu analogia do operacji na Grenadzie, gdzie Amerykanie opanowali sytuację pod hasłem uwalniania studentów i obalania lokalnych władz – odpowiada analityk.

REKLAMA
article/x05Maksymalny rozmiar: 728px/90px

I podkreśla: – Jednak reżim kubański jest znacznie bardziej specyficzny – struktura państwowa przesiąkła kraj od góry do dołu. Nikt nie ma gwarancji, że samo usunięcie ekipy związanej z rodziną Castro wystarczyłoby do trwałej transformacji politycznej wyspy.

Źródła: Politico, Zero.pl
Agnieszka Waś-Turecka
Agnieszka Waś-TureckaDziennikarka
Tagi: KubaUSA
REKLAMA
article/x52Maksymalny rozmiar: 300px/250px