
– Za całokształt – tak Andrzej Poczobut odpowiedział na pytanie Arlety Bojke o powód wtrącenia go do białoruskiego łagru. Opozycjonista, dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi spędził w zakładzie karnym pięć lat. – Nie było takiego momentu, żebym się poddał – powiedział dziennikarz o swoim oporze wobec białoruskiego reżimu.
- Andrzej Poczobut był gościem Arlety Bojke w „Godzinie Zero”.
- Działacz Związku Polaków na Białorusi w kwietniu opuścił więzienie, w którym spędził ostatnie ponad pięć lat.
- Opozycjonista i dziennikarz odwiedził w ostatnich dniach Białoruś. Wybiera się też do Stanów Zjednoczonych na spotkania z Polonią.
– Za całokształt – odpowiedział Poczobut na pytanie o to, za co trafił do białoruskiego więzienia. Podczas rozmowy w Kanale Zero Andrzej Poczobut mówił o sankcjach nałożonych na Białoruś przez Zachód. Wyjaśnił, że zostały one wprowadzone z powodu wtrącania ludzi do więzień przez reżim Alaksandra Łukaszenki. W ocenie dziennikarza białoruskie społeczeństwo jest „spacyfikowane”.
Jeden z wątków rozmowy dotyczył wymiany więźniów w zamian za zdjęcie sankcji. Z więzień zwolniono 25 osób, a z dwóch białoruskich firm zdjęto amerykańskie sankcje. Arleta Bojke przypomniała wypowiedź Poczobuta sprzed lat o „handlowaniu ludźmi”.
– Sytuacja w 2011 r. i sytuacja w 2026 r. bardzo zasadniczo się różnią. W 2011 r. to był autorytarny reżim i pole manewru było znacznie większe. 2026 r. to zupełnie inna sytuacja. Mamy państwo bez pięciu minut totalitarne. I to też determinuje poszukiwania zupełnie innych podejść do reżimu Łukaszenki, do Białorusi – odpowiedział Poczobut.
Dodał, że należy docenić uwolnienie więźniów dzięki staraniom Amerykanów.
– Dzisiaj dla 25 osób, ale także dla ich rodzin to jest wielki dzień – podsumował.
Andrzej Poczobut o powrocie na Białoruś
Opozycyjny działacz opowiedział także o okolicznościach swojego powrotu na Białoruś – w ostatnich dniach Poczobut odwiedził rodziców, a także działaczy Związku Polaków na Białorusi.
– Oddałem swój paszport do kontroli. Zapaliły się wszystkie czerwone lampki. Pojawił się kapitan Straży Granicznej – zaczął. Poczobuta zaproszono na rozmowę, gdzie pytano go o telefon oraz datę jego wyjazdu z Białorusi.
Dziennikarz przyznał, że przez ostatnie dni, będąc na Wschodzie, „nikt go nie zaczepiał i nikt nie stwarzał przeszkód”. Dodał, że w białoruskich mediach pojawiły się nieprzychylne mu materiały.
Poczobut pytany przez Bojkę o wątki rodzinne przyznał, że po wyjściu z więzienia jego własny syn go nie poznał.
– I nie zawsze w obozie zdawałem sobie sprawę z tego, jak dużo czasu to jest pięć lat. Dlatego, że w obozie człowiek żyje jednym dniem, który cały czas się powtarza. Dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem syna, jak on urósł, to wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, jak dużo to było te pięć lat – opowiedział dziennikarz.
– Byłem, delikatnie mówiąc, wychudzony i on mnie nie poznał – dodał.
„Propaganda nie działa”
Arleta Bojke zapytała swojego gościa o białoruską propagandę oraz serwisy informacyjne.
– Mi się wydaje, że oddziaływanie białoruskiej propagandy jest bardzo niewysokie. I to jest też przyczyna, dlaczego są utrzymywane represje. Gdyby ta propaganda działała skutecznie, gdyby ci propagandyści, którzy tam szerzą poglądy, szerzą opinie, które powiela białoruski reżim, gdyby oni byli skuteczni, nie byłoby potrzeby stosować represji – odpowiedział Andrzej Poczobut.
– Ta propaganda po prostu nie działa – dodał.
Dziennikarz ocenił, że społeczeństwo na Białorusi „zostało spacyfikowane”, a „ludzi aktywnych wypchnięto za granicę”.
Andrzej Poczobut o pobycie w więzieniu
Dziennikarz opowiadał o traktowaniu więźniów politycznych w białoruskich łagrach.
– Ma być bezosobowy tłum – przekazał. Opozycjonista wyjaśnił, że wyróżniający się z tłumu więźniowie polityczni trafiali do karceru. Przestępcom kryminalnym składano propozycję współpracy z administracją więzienia.
Współpracujący z władzami otrzymują żółtą opaskę na ramię.
– To jest więzienie numer 1 – powiedział Andrzej Poczobut o placówce w Nowopołocku. Wyjaśnił, że tam nawet „muchy latają zgodnie z regulaminem”.
Arleta Bojke zapytała dziennikarza, czy podczas swojego pobytu rozważał rezygnację z dalszego oporu wobec reżimu.
– Nie. Nie było takiego momentu, żebym się poddał – odpowiedział Poczobut.
Andrzej Poczobut. Białoruski opozycjonista, polski dziennikarz
Andrzej Poczobut to urodzony w 1973 r. w Wielkiej Brzostowicy polsko-białoruski dziennikarz, publicysta oraz działacz mniejszości polskiej na Białorusi. Przez lata stał się jednym z najbardziej wyrazistych symboli walki o wolność słowa, prawa człowieka oraz zachowanie tożsamości narodowej Polaków żyjących na Białorusi.
Z wykształcenia prawnik, Poczobut związał swoje życie zawodowe z mediami. Pracował m.in. w grodzieńskich gazetach oraz pełnił funkcję wieloletniego korespondenta „Gazety Wyborczej” na Białorusi. Zaangażował się również w pracę na rzecz Związku Polaków na Białorusi (ZPB). W swoich publikacjach opisywał autorytarne rządy Alaksandra Łukaszenki, fałszerstwa wyborcze oraz represje dotykające obywateli i mniejszości narodowe.
Postawa czyniła go stałym celem białoruskich służb bezpieczeństwa. Poczobut był wielokrotnie zatrzymywany i karany. Kulminacja represji nastąpiła 25 marca 2021 r., kiedy został aresztowany w ramach fali reżimowych uderzeń w ZPB. W lutym 2023 r., w politycznym procesie, skazano go na 8 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze pod fałszywymi zarzutami m.in. „podżegania do nienawiści”.
W więzieniu, pomimo ciężkich warunków (umieszczanie w karcerze, brak opieki medycznej), wykazał się niezwykłą niezłomnością – stanowczo odmawiał napisania prośby o ułaskawienie do Łukaszenki. Po ponad pięciu latach pozbawienia wolności, w kwietniu 2026 r. odzyskał wolność w wyniku międzynarodowej wymiany więźniów i trafił do Polski.
Obejrzyj także: